Ze starego laptopa

{2013, o szukaniu rudego kota}

W ciągu ostatnich tygodni nauczyłam się więc zupełnie nowego języka. Mogę tłumaczyć z kociarskiego na polski, kilka klasycznych fraz, przykładowo.

Po kociarsku: kot nieśmiały, nie lubi obcych. Po polsku: nie ma kota. Jeśli coś zacznie śmierdzieć w szafie, to znak, że nie musisz już wstawiać tam jedzenia.

Kociarski: wesoły psotnik o niezwykłej energii. Polski: zdejmij firanki, zwiń dywan, wsadź książki w wodoszczelne okładki. Dzieci i ryby oddaj w depozyt, podejmij z banku oszczędności życia. Ratuj się kto może.

Kociarski: kotek po przejściach. Polski: nie ma łap, głowy i ogona. Korpus ładnie umaszczony, można wozić na deskorolce. Będzie cię to dużo kosztowało. Oszczędności życia podejmij, jak wyżej.

Mały łakomczuszek: nie wpuszczaj do sypialni, zgniecie ci klatkę piersiową.

Chwilowe kłopoty ze zdrowiem: patrz – kotek po przejściach. A do tego z biegunką i kaszlem. Naraz.

Zdarzają się jeszcze koty wychowane z psami (przez ścianę), koty mało wybredne (wątróbka czy pstrąg – bez różnicy) i koty kompletnie przebadane (za pomocą wzroku, słuchu i googla). Najgorsze są jednak koty porzucone.

Porzucenie zwierzęcia to jest dla mnie rzecz nie do pomyślenia. To jest dla mnie rzecz gorsza niż porzucenie miłości swojego życia, ojczyzny, superważnego projektu, pracy, czegokolwiek. Jeśli więc, człowieku, nie jesteś pewien, czy chcesz mieć kota, zrób sobie krótki test. Pierwszego dnia nasikaj sobie na łóżko oraz w buty (dla wzmocnienia hardkoru, możesz zrobić kupę). Drugiego dnia zbij swoją ulubioną filiżankę i podrzyj książkę, której nie przeczytałeś (książka z biblioteki? Tym lepiej). Trzeciego dnia kup sobie jedzenie, którego nie znosisz i którego na pewno nie zjesz (powinieneś wydać na to przynajmniej 100 złotych), a czwartego dnia o dwudziestej czwartej wsadź sobie do gardła korek od szampana i jedź taksówką z Wawra do pełnopłatnego lekarza, żeby ci go wyjął, najlepiej pod narkozą. Możesz również ustawić na podłodze wszystkie swoje kwiatki korzeniami do góry i starannie wetrzeć ziemię w dywan. Możesz przynieść sobie na wycieraczkę martwego gryzonia (najlepszy efekt osiągniesz, robiąc to przy śniadaniu) i nacisnąć wszystkie klawisze w laptopie naraz – laptop się zepsuł? Super!

Jeśli wytrzymasz to wszystko i mimo kataklizmu, który wywołałeś, nie masz ochoty oddać się do schroniska ani utopić w Wiśle, możesz powiedzieć sobie: tak, jestem gotowy na to, żeby mieć kota. I zacząć czytać ogłoszenia, fejsa, fundacje, takie tam.