Przed Państwem rozczarowania

Pamiętacie ten kawał, w którym facet znajduje złotą rybkę, prosi ją o przyrodzenie do samej ziemi, a złota rybka, spełniając życzenie, obcina mu nogi? Nie śmiejcie się. Ten kawał to traktat na temat natury spełniających się marzeń. Uniwersalna przypowieść o tym, że marzenia niespełnione mają się do spełnionych tak jak zdjęcie hotelu w prospekcie reklamowym do tego, co zastajesz na miejscu.  Panie i panowie, jak powiedział onegdaj Zgorzkniały Copywriter. Przed państwem ROZCZAROWANIA.

Piszę ten tekst kilka dni po swoich trzydziestych trzecich urodzinach, które – jak każde urodziny – przebiegły przez moją głowę w atmosferze dokonywania bilansów, podsumowań oraz planów na przyszłość. Kiedy patrzę na siebie w lustrze i myślę o marzeniach, jakie miałam pięć, dziesięć i piętnaście lat temu, widzę (nie bez pewnego zaskoczenia), że większość z nich się najzwyczajniej w świecie spełniła. Jedne spełniły się szybciej, inne wolniej, a jeszcze inne zeszły na psy i przestały się w międzyczasie liczyć, ale wszystko jest mniej więcej na swoim miejscu. Robię to, co zawsze chciałam robić, ważę tyle, ile zawsze chciałam ważyć, mieszkam tu, gdzie chciałam, i jestem kochana w taki sposób, w jaki zawsze uważałam, że powinno się mnie kochać. Patrząc na swoje życie, mam poczucie, że tak, to jest właśnie to życie, o którym marzyłam, takie właśnie życie zamówiłabym dla siebie w katalogu żyć i nigdy nie chciałabym dostać innego. A mimo to są dni, kiedy czuję się jak ten facet, któremu złota rybka uwaliła nogi.

Bo wiecie, jak to jest. Kiedy prosisz niebiosa, żeby zabrały ci dwa kilo nadwagi, dostajesz grypę żołądkową. Kiedy prosisz o chwilę spokoju, odcinają ci prąd. Kiedy marzysz tylko o tym, żeby móc się wreszcie wyspać, twój budzik nie włącza się wtedy, kiedy powinien, a kiedy twoim marzeniem jest, dajmy na to, spędzić weekend na łonie przyrody, istnieje spora szansa, że pojazd, którym jedziesz, stanie w szczerym polu wtedy, kiedy odstawiona na glanc i z tortem w objęciach będziesz spieszyć się na wesele kogoś, kogo tam masz najbliżej. Masz, co chciałaś, marzenie spełnione, mission accomplished. Przymierzcie sobie te porównania do waszych własnych marzeń – i to także tych, które są tak wielkie, że o nich tylko półgębkiem w wychodku i w tajemnicy. Założę się, że też tak macie. Że to jest wielkie, uniwersalne i niezmiernie dowcipne prawo, które tyczy się wszystkich marzeń od a do zet, każdego człowieka, a nawet, jak sądzę, każdego konia.