Shit Provider Lite

Czasami mam wrażenie, że w mojej głowie znajduje się złośliwa aplikacja, której zadaniem jest generowanie najgorszych, najczarniejszych i najbardziej beznadziejnych zakończeń wszystkiego. Aplikacja jest szybsza niż nowy iOS, a do tego zniewalająco kreatywna. Nie zawiesza się ani nie odpoczywa. Pracuje w tle 24 na 7, działa efektywnie cokolwiek robię i mam wrażenie, że aby ją wyłączyć, musiałabym wyciągnąć sobie wtyczkę. Nie wiem, w jakim celu umieszczono ją w mojej głowie, ani też kto jest za to bezpośrednio odpowiedzialny. Jak dla mnie aplikacja powinna nazywać się na przykład Shit Provider Lite. 

W zeszłą niedzielę P wyszedł z psem na stację po chleb. Kiedy zadzwonił kilka minut później, pomiędzy słowami „Wiesz co…” a „chyba nie ma chleba, który by mnie satysfakcjonował”, zdążyłam wyobrazić sobie, przeżyć i przedstawić wszystkie wspólne mianowniki dla psa, Wału Miedzeszyńskiego oraz niedzieli wieczór. Nie żartuję, przysięgam, że na kilka chwil stanęło mi serce.

Innym razem, jakoś w zeszłym roku, zadzwoniła do mnie M., płacząc, wyjąc, dostając spazmów i między tymi spazmami mówiąc, że dentystka, dentystka… dentystka jej coś wykryła. Usiadłam, ponieważ zrobiło mi się słabo, i zanim wydobyłam z niej, że tym czymś wykrytym przez dentystkę była dziura pod koronką, a najstraszniejszą konsekwencją tego faktu – konieczność pozbycia się tysiąca złotych maks, życie przebiegło mi przed oczami jak film nagrany po pijaku ajfonem.

Jeszcze innym razem, pracowałam wtedy zdaje się w IMP, zadzwoniła do mnie nieznajoma pani. – Dzień dobry, nazywam się tak i tak – powiedziała grobowym głosem. -  Czy pani Sabina Bauman? – Tak, dzień dobry – odpowiedziałam, ponieważ jestem dobrze wychowanym kotkiem. – Mam dla pani bardzo złą wiadomość – powiedziała, a moja głowa w ułamkach sekund wygenerowała trzy tysiące wstrząsających ciągów dalszych, w których główne role obsadzone były, w zależności od wariantu, przez urzędników skarbowych, lekarzy onkologów, policję i pracowników mbanku, z którym łączy mnie kilka ponurych zobowiązań. – Słucham – powiedziałam, ponieważ wieczność rozciągająca się między jej słowami zdążyła doprowadzić mnie już na skraj apopleksji. – Ja dzwonię ze sklepu krakvet, pani zamawiała u nas karmę. No więc tej karmy, którą pani zamawiała, nie mamy już w magazynie.

O kurwa  japierdole, dupa, cycki, chuj. Ulga, jakiej doznałam, miała w sobie coś z seksualnej rozkoszy.

2 Thoughts.

  1. Love You Normalnie Nienormalnie!
    też mam tą aplikacje. Moja jest ponadto jakby zaktualizowana, gdyż poza „chwilą tu i teraz” męczy mnie potem jeszcze kilka nocy dziwacznymi snami.
    Widać kobiety wybitne, do których niewątpliwie należymy:) w pakiecie „najlepsze” mają też hit Provider Lite.

    Równowaga.

Comments are closed.