Rezurekcja

Blok twórczy, który panuje w tym roku, jest chyba najbardziej doniosły ze wszystkich dotychczasowych. Lęgną się w nim pytania,  które mogłabym zadawać legalnie, gdybym nie ukończyła gimnazjum: komu to potrzebne? Czy będę do tego wracać? Na co? Po co? Uciekło mi przekonanie, które miałam jeszcze kilka lat temu – przekonanie o niezwykłości każdego dnia, i o tym, że niezapisana, niezwykłość ta ulatuje i nigdy nie wraca. Nie mówiąc już o tym, że przestałam pisać dla pieniędzy, a organ nieużywany usycha i odpada.  Nie chciałabym, żeby uschła i odpadła mi zdolność komunikowania się w języku polskim, to byłaby strata stokroć gorsza niż pokruszone wybielaczem włosy.

IMG_2372

[Kiedy piszę to wszystko, ktoś na facebooku komentuje moje zdjęcie z zimy. Zdjęcie przedstawia, jak się okazuje, opuszczony garaż przemysłowy przy ul. Śnieguliczki. Ktoś pisze, że to stary zakład blacharski i komis samochodowy, oraz że firma najwyraźniej nie przynosiła zysków ani nie cieszyła się uznaniem klientów. Rejestrowano ją dwa razy pod dwoma regonami, co ani w jednym, ani w drugim przypadku nie przyniosło sukcesu].

 15941389_1291711877560452_8889270595880901910_n

[Uwielbiam opuszczone domy, pisałam o tym kiedyś. Od opuszczonych domów ściska mi się serce, bucha żar i namiętność.

Jezu, naprawdę dawno mnie tu nie było.]

Pewnego dnia usiądę i opiszę wszystko to, co wydarzyło się w międzyczasie, wyłowię ze spokojnego nurtu ubiegłego półrocza wydarzenia, które wydają się ważne, i położę je przed sobą jak kamienie, ugładzone i wymyte przez sens, który im nadam.  Nie stało się jednakowoż nic spektakularnego, poza moim awansem, rozlicznymi zmianami koloru włosów, potyczkami z kolczykiem, targami w Bolonii, ostatnim wypadem do Londynu. Nic, nul, żadnych głębokich przemyśleń, żadnych poważnych książek, żadnych rezolucji, żadnych większych upadków ani tym bardziej wzlotów. Szybuję na wysokości przelotowej, jadę na autopilocie, żyjąc tracę życie i każdego dnia robię po dwanaście tysięcy kroków, co przekłada się na 8 kilometrów spaceru. Kiedy skończę, będę miała 60 lat i wielki żal do siebie, jak w tym śnie, w którym byłam staruszką, a jedyne, co w życiu zrobiłam, to felietony dla Linii.