Psiejsko czarodziejsko

Drogi pamiętniczku. Uprzejmie donoszę, że jestem dziś szczęśliwa.

Piszę o tym z nieskrywanym zaskoczeniem, ponieważ nie znam algorytmu tego szczęścia, nie mam od niego paragonu (ani, jeśli się głębiej zastanowić, karty gwarancyjnej) i gdyby się kto pytał, nie umiałabym powiedzieć, skąd się właściwie wzięło.

Składniki tego szczęścia to poczucie bycia w życiu we właściwym miejscu, we właściwym czasie i we właściwym towarzystwie, spokój (z gatunku tych świetlistych i luksusowych, które wyobrażam sobie jak roztopioną nutellę), poczucie zakochania, radość typu labrador w fontannie oraz przekonanie, że o rzesz w mordę, co by nie mówić, życie jest jednak olśniewająco piękne.

Gdybym mogła, wyssałabym sobie z żyły łokciowej jakieś pół litra krwi, podzieliła na niewielkie dawki i trzymała w zamrażalniku, żeby wstrzyknąć sobie ratunkowy szot wtedy, kiedy moja miłość wszechrzeczy po raz kolejny osiągnie mroczną stronę skali.

Jeśli nie wiecie, czego mi życzyć w dniu najbliższych urodzin albo święta czubków, życzcie mi właśnie tego. Kochana Sa, żebyś była tak psiejsko czarodziejsko szczęśliwa, jak w piątek, dnia 15 sierpnia 2014 roku. Amen.

035

 

 

039

 

 

047