Prawo rozciągu

Z możliwościami twojego umysłu (choć może powinnam napisać „percepcji”) jest tak jak z możliwościami twojego brzucha.
Chociaż wydaje ci się, że po jednej kawie nic już się tam nie zmieści, intuicja podpowiada, że jeśli zaszłaby (ha ha) taka potrzeba, zmieściłabyś tam niemowlaka. Albo dwa.
Każdego dnia nabywam tę wiedzę od nowa. Jest to wiedza niepotrzebna i nader bolesna.

Nie jestem kretynem. Wygrałam dwie olimpiady polonistyczne, ukończyłam studia w terminie i z wyróżnieniem, o mało co nie zaczęłam pisać doktoratu (okej, ale jednak nie zaczęłam, o ile się nie mylę, nie można obronić doktoratu pod tytułem Konspekt, nawet jeśli próbowałoby się przeforsować tezę, że to innowacyjna w nauce formuła haiku). Przeczytałam milion książek (a licznik tyka) i przysięgam, że trzymam głowę na karku nie tylko po to, żeby można było drogą eliminacji dojść, gdzie mam dupę. A mimo to są dni – znacznie częściej niż rzadziej – że mam ochotę po prostu nie wstać. Nie przyjść. Zostać w autobusie. Wsiąść do pociągu byle jakiego. Założyć na twarz foliową torebkę, wyjść oknem i nigdy nie wrócić. Nie ogarniam, nie nadążam, nie trafiam i nie rozumiem, zawieszam się, piszę Rzymianie przez samo żet, a w mojej głowie non stop pootwieranych jest dwa tysiące zakładek.

W dobre dni poruszam się między nimi z wdziękiem woltyżerki. W złe dni wypierdalam się na pierwszej i leżę tak na wznak czekając, aż dzień się skończy.

Chciałabym, żeby ktoś przyszedł i powiedział „ależ Sa, radzisz sobie świetnie”, a przynajmniej „wystarczająco dobrze”.

Piątka mniej.

Chciałabym dostawać w pracy oceny.

Mieć dzienniczek, w którym czarno na białym stałoby, że ogarniam. Albo nie.

Jeśli ktoś przez całe dzieciństwo i wczesną młodość dostawał oceny, to nie tak łatwo jest mu się z tym rozstać. O nie.

Próbowałam wystawiać je sobie sama. Punktualność. Klarowność przekazu. Piękno języka oraz sparkling formy. Ogarnianie planu. Niezapominanie. Niepozostawianie maili w folderze szkice.

Nic z tego nie wyszło. Sama to ja się nie potrafię zmobilizować, żeby się wysikać.

Dziś wieczorem, wysiadając z minibusa, powiedziałam ludziom „do widzenia”. Odpowiedziała mi uprzejmie jedna pani.