Pokwitowanie odbioru

No i nie zapisałam się na creative writting. A dlatego, że jakiś czas temu postanowiłam oszczędzać, ile tylko mogę, po to, by zasypać wreszcie dziurę w koncie. Przez tę dziurę poczucie bezpieczeństwa wypada mi tak jak pięta z przetartej skarpetki i jest to niemal tak samo uciążliwe. Zamierzam zasypać tę dziurę w taki sam sposób, w jaki ją zrobiłam, tylko odwrotnie. Innymi słowy, 99 procent rzeczy kupuję w biedronce, a kolejną dostawę odzieży i obuwia zaplanowałam na styczeń. Na urodziny jak znalazł.

Jedyny luksus, jaki podarowałam sobie w tym miesiącu rozliczeniowym, to balsam Soap and Glory. Butelka ma pół litra, więc zakładam, że starczy na dłuższy czas, a zapach jest tak obłędny, że towarzyszące mi nazbyt często uczucie ‘brzydka, gruba, stara’, mija jak ręką odjął, przynajmniej na kilka godzin.

Nie chciałabym umrzeć, zanim umrę naprawdę. Jeśli się dobrze przyjrzeć, tu i tam jestem i tak martwa, przez nieuwagę odmroziłam sobie duszę w kilku miejscach i te miejsca pozostaną już na zawsze nieczułe, zupełnie jak blizna na kostce. Nie chciałabym jednak, żeby to posunęło się dalej. A patrząc na kobiety dookoła mnie, mam wrażenie, że proces umierania przebiega podstępnie i zanim się obejrzysz, jest pozamiatane. Możesz wybierać kamień i gustowną szarfę.

Na początek zaczynasz się więc zamartwiać. Jesteś zmęczona, czujesz się, jak wyżej – brzydka, stara, gruba, do tego niewyspana. Martwisz się wszystkim tak bardzo, że kiedy nie masz zmartwień, czujesz się nieswojo. Musisz natychmiast znaleźć coś, co będziesz mogła rzucić demonom na pożarcie i, jako że masz doświadczenie, znajdujesz to błyskawicznie. Żyjesz od zmartwienia do zmartwienia, kontrolujesz wszystko i wmawiasz sobie, że tylko ty potrafisz to ogarnąć. Jesteś zawsze dla wszystkich, ale nigdy dla siebie.

Potem przychodzi czas na inne rzeczy. Przestajesz czytać książki. Mówisz sobie, że nie masz na nie czasu, prawda zaś jest inna – twój umysł jest tak zajęty produkcją czarnych myśli, że nie ma w nim miejsca na nic innego. Twój umysł jest w ciągłym biegu, a żeby przeczytać dwa zdania, wypada się zatrzymać. Przestajesz kolejno – chodzić do kina, jeździć na rowerze, spotykać się z ludźmi, przestajesz się malować, kończysz z kremami, balsamami, zapominasz o tym, jak lubiłaś perfumy. Nie chce ci się kochać, ponieważ kobieta, aby iść do łóżka, musi, co udowodniono naukowo, na chwilę przestać się martwić. Nie bawisz się z psem, nie prasujesz ubrań. Jesz to, co wpadnie ci w ręce albo to, co ci ktoś zostawił. Nie gotujesz dla siebie, bo ci się nie opłaca. Nie śpisz, ponieważ twoja głowa biegnie coraz szybciej, dudum, dudum, dudum, dudum. Na wszelki wypadek mówisz nie, zanim ktokolwiek zapyta. Nie i koniec, i już, nie bo tak. NIE.

W okolicy czterdziestki jesteś żywym trupem, a twoja prawdziwa śmierć, kiedykolwiek przyjdzie, będzie tylko pokwitowaniem odbioru.

Statystyczna kobieta żyje w Polsce 81 lat. Nie chciałabym przeżyć tych 46, na które mogę liczyć, jak potwór Frankensteina. A są dni, kiedy zapowiadam się wyjątkowo potwornie.