Perwersje & nałogi

W moim życiu zdarzają się okresy silnego uzależnienia od allegro. Kupuję z tych samych powodów, dla których niektórzy jedzą, a inni piją. Na przykład wtedy, gdy jestem smutna. Albo wesoła. Albo spragniona poczucia jazdy po bandzie, którą daje  wyłącznie wydawanie pieniędzy na rzeczy zupełnie niepotrzebne.

Zdaję sobie sprawę z tego, że błysk ekstazy, który niezliczoną ilość razy towarzyszył mi podczas klikania „kup teraz” stawia moje upodobanie do zakupów w rzędzie perwersji & nałogów, ale sami przyznacie, że żyćko bez perwersji & nałogów nie byłoby niczym więcej, jak ponurym spacerem w kierunku świeżo wykopanego grobu.

Kupuję więc dużo i regularnie: przede wszystkim TOREBKI, a oprócz tego ciuchy, kosmetyki, buty, rzutem na taśmę również jedzenie dla psa i kota, żwirek, kawę, książki, rzeczy do kuchni i do łazienki, a do tego milion innych, które w żadnej z powyższych kategorii się nie mieszczą. Wiele razy próbowałam się od tego odzwyczaić, zarządzałam trwające tygodniami alleposty, allebany i alledetoksy, ale prędzej czy później wracałam, rozjuszona głodem zakupów albo sprowadzona na złą drogę czyjąś niewinną prośbą (kup mi ten śrubokręt, okej? zwrócę ci pieniądze). Allegro to jest mój prywatny święty Mikołaj, z którego prezentów cieszę się jak dzieciak. To jest takie bembergowanie bergiem w berg, wsobna  przyjemność, potajemna randka, na którą się sama ze sobą wybieram. To jest radocha pomnożona sama przez siebie i do potęgi podniesiona, wielokrotna i mnoga.

Najpierw cieszysz się jak świnia, kiedy coś znajdujesz. Nie możesz uwierzyć własnym oczom, śmiejesz się jak głupi do sera. Zaraz potem wpadasz w krótki i nieznośny okres niepewności – że może nie, że jednak, że przecież, że ale. Twój umysł dokonuje w tle ekspresowego bilansu zysków i strat, a ty w kajecie wypisujesz słupki winien i ma, ale jak byś nie liczyła, wyjdzie ci, że TAK. TAK! TAK! Wtedy przychodzi spełnienie, które jest jak dotknięcie raju. A potem już tylko płacisz i czekasz na ostatni akord – to jest na PACZKĘ. O ludzie, jak ja to lubię. Wszystko, co dzieje się potem, jest już jakby mniej ważne. Co z tego, że torebka za mała, sukienka nie taka, bo materiał, bo wzór, bo światło. But ma upiorny szew w palcach, a szminka jest chińską podróbką wykonaną z wazeliny i odmrażacza do zamków. Oczywiście, tak bywa. Część rzeczy, które kupuję, spędza resztę życia w ponurym limbo mojej ogromnej szafy, inne oddaję, wynoszę do kontenera, sprzedaję, bez pożegnania wyprawiam w świat. Jak by jednak nie było – nie żałuję.

głos z szafy

Najlepsze, że tak samo uzależniające jest sprzedawanie rzeczy na allegro. Co więcej, zawarty w nim dodatkowo pierwiastek odkupienia równoważy większy trud, jaki trzeba sobie w tym aspekcie zadać. Kiedy tak o tym myślę, dochodzę do wniosku, że to jak nic bulimia, tyle że nie z żołądka, a z szafy.

1 Thought.

  1. Ha – ileż to razy mam ochotę kliknąć „Kup teraz” (albo częściej „Buy It Now”, gdyż takie rzeczy raczej na jebaju, zagranico) ilekroć widzę jakiegoś ociekającego tłustym ejtisem obrzyna (bas bezgłówkowy, znaczy; jeden z symboli lat 80.)! A ile razy zaczynam się zastanawiać nad swoją zdolnością kredytową, gdy na MotoAllegro czy otomoto widzę jakiegoś uroczego złomnika z lat zamierzchłych (Zastava, Skoda 105 itd.)… Ale one raczej są droższe niż stówa. Czy dwie.

    Czy pięć.

    Czy dwa tysiónce.

Comments are closed.