Żona psychopaty

sabi z kotem 2Z Kazelotem to było jak z rosyjską narzeczoną – zdjęcie w Internecie, miłość od pierwszego wejrzenia i natychmiastowe postanowienie – mój ci jest. Przyszedł śnieżny marzec zeszłego roku i Wielka Sobota skuta lodem, kiedy to o czwartej rano, w słodkiej tajemnicy, wymknęłam się z domu i pojechałam po niego do Torunia. Długa, długa podróż, ostry zapach schroniska, taksówkarz, który ujęty moją oszalałą radością czekał z włączonym silnikiem, żebym zdążyła na pociąg do domu. – Jest? Jest? – dopytuje się. – Jest! – mówię, świat wydaje się piękny, radość w mojej głowie szumi jak dzikie wino. Potem szybko, podpis, dowód, umowa, i że go nie wypuszczę aż do śmierci. W pociągu do Warszawy rodzina z problemami, dzieciaki ze święconką, ja z magicznym kuferkiem po brzegi pełnym kota.

 A potem? Ojej. W pierwszym tygodniu miałam jeszcze nadzieję. W drugim tygodniu myślałam, że on się zmieni. W trzecim tygodniu zaczęłam uczyć się, jak unikać ciosów.

Znacie te filmy, w których zombie całą drużyną nacierają na ostatniego bohatera pozostałego przy życiu, a on barykaduje się w łazience, w windzie, w samochodzie, w szafie? Świetnie. Mam tak na co dzień. Po jego futrzanej twarzy widzę, kiedy chce mi przyłożyć. Wyciągnięty ze schroniska kot ze zrytą banią, chroniczną biegunką i przetrąconą nogą, cwałuje prosto na mnie. Sunie w moją stronę bezszelestnie kot, którego nikt oprócz mnie, odczuwającej patologiczny przymus obdarowywania nowym życiem wszystkiego, co przez życie przejechane, najpewniej by nie chciał. Napada mnie wreszcie kot, który, gdyby nie ja, skończyłby dawno uśpiony, zgładzony, przerobiony na karmę, dywanik albo maść na szczury. Utyka lekko, z daleka dość zabawnie, źrenice w jego oczach są jak łebki od szpilek. Trzymam w domu futrzanego mordercę. Jestem jak żona alkoholika albo psychopaty.

Kiedy Kazelot chce siedzieć na fotelu, muszę z niego wstać, w przeciwnym razie – manto. Kiedy Kazelot chce wyjść, muszę mu otworzyć. W przeciwnym razie – manto. Kiedy Kazelot chce jeść, musi dostać jeść, w przeciwnym razie manto. Czasami nawet manto de lux – połączone z popisem wokalnym i odroczoną zemstą znienacka. Kazelot decyduje, kto gdzie siedzi. Kazelot wybiera sobie twoich przyjaciół. Kazelot potrafi otwierać klamki, odkręcać wodę i patrzeć na psa w taki sposób, jakby odprawiał w głowie rytuał voodoo, którego niechybnie nauczył się w schronisku. Myślę, że przed ostatecznym przejęciem władzy nad światem powstrzymuje go brak przeciwstawnych kciuków, a także, no wiecie, te cholerne drzemki.

A najgorsze ze wszystkiego są te chwile, kiedy Kazelot jest miły. Wtedy wybaczasz mu wszystko, jak leci, dziury na łydkach, confetti z pita, książki z perforacją na rogach, pędzle ze zjedzonym włosiem i zbeszczeszczone do cna gumki od ołówków. Jak żona psychopaty zaczynasz przypuszczać, że to wszystko na pewno twoja wina i po prostu, kochana, nie starasz się jeszcze dość mocno. bójsie2