To nie tak, jednak nie

A wczoraj dla odmiany śniło mi się, że umarłam. Ale tak tylko trochę. Leżałam na białym łóżku zakryta białą firanką, podchodzili do mnie ludzie i mówili „no proszę, umarła”. Ostatni podszedł do mnie mąż mojej ciotki, amerykański doktor od bezsenności. Wiedziałam, że jeśli on uzna, że umarłam, to koniec, dół wykopany wapnem pobielony, dobry boże a nasz panie. Doktor pochylił się nade mną i dotknął mojego czoła. „No proszę, umarła”, oświadczył, a ja bardzo chciałam powiedzieć, że nie, skąd taki pomysł, czuję się świetnie, chcę iść na spacer. Zmusiłam się w tym śnie do tego, żeby wstać, postanowiłam w tym śnie się obudzić, złapałam w tym śnie za włosy swą biedną głowę i nakazałam sobie żyć.

 O, jakże skutecznie.


IMG_3649_1
IMG_3651.