NEW BLOG, NEW LIFE

3272992155_4a4f07dc06.jpgNo więc to właśnie  rozpoczynanie rzeczy wychodzi mi najlepiej. Jestem mistrzem pierwszego wrażenia, chronicznym biginerem, autorem wstrząsających pierwszych zdań i wstydliwych epilogów. Moje obcowanie z życiem przypomina akt płciowy piętnastolatka.

Rzucam się na nie napalona, by po chwili, dając z siebie wszystko do ostatniej kiszki, dyszeć wyrzucona na brzeg ontologicznej chuci, potrzeby spalania się, ekscytowania wszystkim, śpiewania pod niebiosa, wspaniałomyślnego frajerstwa oraz wielkich wizji. Ogromnym krokiem na drodze ewolucji jest fakt, iż zaczynając od nowa, nie usuwam starych postów. Zostawiam je tutaj, jak arkę przymierza między dawnymi a nowymi laty.

*

Publikuję post w nowym szablonie, patrzę na niego przez chwilę i myślę, że skojarzenie z pierwszym śniegiem wydaje się na miejscu. Dochodzi druga w nocy po dniu spędzonym na utrzymywaniu przy życiu małego kota w paski, którego ocalenie 31 grudnia postawiłam sobie za punkt honoru. Boli mnie głowa, moje rzęsy oblepiają policzki jak fusy od herbaty. Kot w paski ma na imię Amelka, przyniesiony do domu stracił chęć do życia jak bazylia, którą kupujesz w doniczce, stawiasz w kuchni, a następnego dnia wyrzucasz, obiecując sobie, że dałaś się nabrać po raz ostatni. Tere-fere kuku.