Najlepsze rzeczy

Najlepsze rzeczy w życiu są za darmo. Te z drugiego miejsca kosztują krocie / Coco Chanel, tłumaczenie wolne.

A zatem tak. Jadąc rano autobusem, myślałam o katalogu darmowych lub przynajmniej niskobudżetowych przyjemności, które dobrze by było celebrować zamiast kupowania ciuchów (butów, torebek, biżuterii, and so on, ostatnio również okularów – przynajmniej w teorii). Pomijam fakt, że nie mam kasy. Znacznie gorsze jest to, że nie mam już także miejsca. Moje piękne sukienki, z których każda zasługuje na miłość i szacunek, leżą zwinięte jak szmaty, a otwarcie szafy kończy się niepowstrzymanym desantem tiulu, koronek, szyfonów i bawełnianych koszulek, których mam tyle, że mogłabym obdzielić średniej wielkości sierociniec. Jest źle, bo ja już nie pamiętam, co mam, a nienasycona odzieżowa żądza szepcze mi do ucha, że jeszcze jedną spódnicę, jeszcze tylko te buty, jeszcze tylko jedną, jedyną torebkę dixie na długim pasku, i będzie komplet.

W rzeczywistości ja już nie potrzebuję tych ciuchów. Nie potrzebuję zakupów. Jest znacznie więcej rzeczy i zajęć, które mnie cieszą, a za które nie muszę płacić nic. Albo bardzo mało. Zaczynając więc od tych płatnych, mogłabym:

  • Kąpać się w wannie, mając poczucie, że jesteś najpiękniejsza na świecie – 3 zł (saszetka z Rossmana).
  • Zrobić coś dobrego do jedzenia. Tyle, żeby starczyło jeszcze do pracy. 30 zł z dużym marginesem.
  • Rysować – zero zł.
  • Robić zdjęcia – zero zł. Serio.
  • Zabrać psa do lasu / nad Wisłę / gdziekolwiek – zero zł. Wziąć koc i leżeć na trawie z sukienką zsuniętą do granic przyzwoitości – drugie zero. Chodzić tak długo, aż pies nie będzie wiedział, jak się nazywa – zero. Czytać w lesie książkę – zero. Wziąć laptopa, pisać. Zero. Po powrocie do domu iść spać – zero.
  • Zajmować się blogiem – zero zł.
  • Mieć porządek w domu – zero zł.
  • Mieć świeżą pościel w łóżku – zero zł.
  • Umalować się porządnie (szminka!)  – zero zł.
  • Wziąć z rana pół dnia urlopu – zero zł.
  • Zapisać się do biblioteki – zero zł.
  • Pamiętać o perfumach – zero zł.
  • Zabrać do pracy kwiaty zebrane nad Wisłą – zero zł.
  • Położyć się spać o 22 – zero zł.
  • Siedzieć w małym zielonym samochodzie tylko po to, żeby słuchać muzyki – zero zł.
  • Nosić małą torebkę zamiast wielkiej – zero zł.
  • Mieć cudownie uprasowane ciuchy – zero zł.
  • Jeździć peżotem z otwartymi szybami – zero zł. Benzyna, takie tam, w skali godzinnej przejażdżki nieistotne.
  • Pomalować paznokcie – zero zł.
  • Nosić kolczyki – zero zł.

Zaczynam od dziś. Obiecuję.

2 Thoughts.

Comments are closed.