Łódź Widzew

Kilka tygodni temu postanowiłam sobie, że nie będę frajerem – te moje wielkie oczy, to moje wielkie serce, ta moja miękka dupa, w którą kopniaki wymierzane przez świat wchodzą jak w masło, pozostawiając po sobie koleiny, gdzie zamiast mądrości i doświadczenia zbiera się złość. Postanowiłam, zapisałam  na kartce, uroczyście ślubowałam to w lustrze swej twarzy pomalowanej szminką.

I mam problem. Ponieważ frajerska aplikacja, którą mam wgraną w światopogląd tak głęboko, że chuj, jest cienkim kablem podłączona do aplikacji zwanej poczuciem wzajemności oraz równowagi. Nie jestem frajerką dlatego, że jestem frajerką (nie ma we mnie naiwności, bojaźliwości, głupoty ani nawet czegoś w rodzaju współczucia), jestem frajerką, ponieważ moje pojmowanie świata oparte jest na wielkiej i uniwersalnej zasadzie zachowania energii. Oraz na przekonaniu, że pomiędzy mną a facetem z żółtą twarzą, który na dworcu Łódź Widzew pije moją, pozostawioną własnemu losowi, kawę, w rzeczywistości nie ma najmniejszej różnicy.

Jest tysiąc osiemset dróg, które kończą się ścianą. Jest milion trzysta wyborów,  których można dokonać źle. Jest wreszcie sto dwadzieścia pięć tysięcy betonowych schodków i  ułożonych na nich starannie skórek od bananów, na których można się wypierdolić. A potem pić cudze kawy na dworcu Łódź Widzew. Nie ma, powiadam, nie ma między nami najmniejszej różnicy, a jeśli jest, tkwi w miłości siebie samego i przekonaniu o własnej wartości, które dorosłym wydawało się w latach osiemdziesiątych szkodliwe jak guma Turbo.

We wtorek stoję pod bankomatem w przejściu przy Remie, podchodzi staruszek, pani mi kupi coś do jedzenia, mówi. Spieszę się, mówię, czuję jak poziom frajerstwa podnosi mi się na wysokość, przy której trudno oddychać. Nie mam chleba, mówi staruszek. Dam panu chleb, mówię, jak akwizytor wyciągam z torby chleb tostowy graham w foliowym opakowaniu, śmieję się szeroko, ponieważ zawsze się śmieję. Nie, nie, mówi staruszek, zagląda mi do torebki, chleb to ja już kupiłem, ale gdyby pani dała serek. Proszę bardzo, mówię, oddaję mu serek wiejski light, wracam do domu, jem brokuły z jogurtem.