Jegomość

Jegomość ma półtora centymetra i mieszka w zewnętrznym górnym kwadrancie piersi mojej matki. Odkąd wiem, że tam jest, to znaczy od dzisiejszego popołudnia, czuję się jak komandos wyruszający na misję do Afganistanu. Przygotowywałam się do tego od lat atakami paniki, złymi snami, strachem, który wypełniał mnie jak kwaśne ciasto, alarmami, które okazywały się fałszywe. Wszystko po to, by teraz stanąć na wysokości zadania i zrobić wszystko, żeby ją chronić, żeby wyszła z tego najmniej sponiewierana, jak to tylko możliwe. 
I to jest ostatnia notka, jaką poświęcam Jegomościowi. Robię to dlatego, że dawno temu nauczono mnie kończyć wątki, które się rozpoczęło. Kto wie, może którejś nocy przyjdzie mi do głowy napisać o tym coś więcej. Ale będę już wtedy daleko stąd, za siedmioma górami i za siedmioma rzekami. Szczęśliwa od ucha do ucha, z problemami dotyczącymi wyboru garderoby i defektów urody. Jegomość zaś będzie tylko białym punktem na czarnym zdjęciu. Będziemy patrzeć na niego i myśleć ‚oho, jak można było srać w gacie na widok białej kropki’.

1 Thought.

Comments are closed.