Głos z zaświatów

Od tego jeżdżenia peżotem przyśniła mi się moja babka Cesarzowa. Jechałyśmy gdzieś razem, jak wiele razy wcześniej. Ona prowadziła. Pięknie, lekko i pewnie, tak, jak sama bym kiedyś chciała i tak, jak ona w rzeczywistości nie prowadziła nigdy. Bogiem a prawdą, jeździła strasznie, miała trudności z jazdą na wprost, biegi zmieniała jak jej się przypomniało, a kiedy się zamyśliła, powoli zjeżdżała na przeciwległy pas, skąd wracała w popłochu dopiero wtedy, gdy ktoś z przeciwka zaczynał histerycznie trąbić.

Ale w moim śnie prowadziła wspaniale. I uśmiechała się jak Gioconda.

- Ale ty świetnie prowadzisz – powiedziałam, choć w rzeczywistości nigdy pewnie nigdy nie powiedziałabym jej nic miłego. – Ja nadal nie umiem jeździć peżotem tak płynnie.

- No widzisz – powiedziała. – Nawet zmarli potrafią prowadzić lepiej niż ty.