Fobie społeczne 2

Boję się, że wyślę grafikowi maila, z którego nie zdążę wykasować informacji w rodzaju „beznadziejne, powiedz, żeby poprawił”. Albo „niech zrobi jeszcze raz, a jak nie, to zabieramy”.
Albo że pewnego dnia nakieruję jednego z grafików na folder z plikami „Przykłady negatywne”, w którym będą się znajdowały jego własne dzieła.
Albo że zapiszę swoje własne notatki „Jak żyć” jako łamigłówki z Pony i prześlę do redaktorki. Spisuję takie rzeczy. Miewam na komputerze listy problemów i najlepszych rozwiązań, porachunki pomiędzy mną a mną, listy czarnych myśli oraz listy najstraszniejszych rzeczy, jakie mogą mnie spotkać, mam plany B i C, notatki do dziennika, listy do K. oraz rozważania na wiele tematów, z których najmniej osobiste dotyczą tego, co powinnam jeść, żeby lepiej wyglądać, a najbardziej osobiste są tak osobiste, że rentgen udręczonej jaźni oraz krew i bebechy.
Ostatnio zresztą prawie to zrobiłam. Wysłałam redaktorce plik zawierający rozważania na temat zakupu subskrypcji Photoshopa oraz przewagi takiego rozwiązania nad Picmonkey Premium. To było ostrzeżenie.

Albo że w ogóle wyślę maila z bebechów nie do tej osoby, do której chciałam.

Boje się, że jestem brzydka i śmierdzę smażonym obiadem, i nikt nie mówi mi o tym przez wzgląd na moje uczucia.

Boję się, że mój pies zje moje majtki, a ja będę musiała wybierać pomiędzy życiem psa a upokorzeniem o niewyobrażalnej skali.

Boje się również tego,  że wyjdę z kibla z podwiniętą spódnicą i nikt miłosierny nie uratuje mnie w porę.

Boję się, że jestem głupia. Ponieważ z byciem głupim jest tak z byciem martwym. Nie możesz tego wiedzieć. To wiedzą tylko inni. Czasem się nawet tym martwią.

Boję się, że nie umiem pisać.

Że to się prędzej czy później wyda i to będzie gorsze niż ściągnąć spódnicę na Placu Bankowym.

Kiedy byłam na studiach, bałam się także tego, że producenci kefiru Krasnystaw zmienią jego wartość energetyczną, a ja nie sprawdzę tego przed jedzeniem. Piszę o tym, ponieważ stanowi to dowód na istnienie indywidualnie pojętej ewolucji.

Dziś wszakże myślę o tym znacznie rzadziej. W niektóre dni prawie wcale.