Poznaj snuja

Znacie go, prawda? To towarzyski gargulec, typ, który jest chory, dopóki czegoś nie skrytykuje. On się swoją krytyką odżywia oraz onanizuje. Nie ma dla niego rzeczy wystarczająco dobrych, a zachwyt kojarzy mu się z bronchitem albo z tą chorobą paznokci, od której potem złażą.

Snuj w większości przypadków jest dla swego otoczenia tak nieznośny, że po jakimś czasie nikt nie chce z nim przebywać z własnej woli. Na zebraniach firmowych wzdycha i sapie, a każde zdanie rozpoczyna od informacji, że z jego zdaniem i tak nikt się nie liczy. Argumenty przyjmuje personalnie oraz się za nie obraża. Jak się obrazi, to strzela focha i milczy z miną poważną jak kot srający w doniczkę. Zbanowany przez życie snuj starszej generacji rozprzestrzenia się w dużych skupiskach ludzkich, wywołując burdy w autobusach i sklepach samoobsługowych, czuje się pokrzywdzony i absolutnie nieważny. Na każdym kroku komunikuje to, mówiąc „mnie i tak nikt nie słucha”, ale ślepkami strzela, czy efekt aby wywarł. Snuj w wersji 2.0 z taką samą zajadłością i w taki sam sposób rozprzestrzenia się w internecie, realizując  zboczoną potrzebę postawienia mentalnego klocka wszędzie, gdzie tylko się da.

Żeby było zabawniej, snuj jest nieprzewidywalny. Może go aktywować każdy bodziec. Mózg snuja generuje niezadowolenie w sposób ciągły, to niezadowolenie przebywa w nim jak woda w wężu ogrodowym i pierwsza lepsza uwaga na jakikolwiek temat może wywołać jego niekontrolowany wyciek. Z tego względu opinie wygłaszane przez snuja są na ogół od czapy i trudno za nimi nadążyć. Nie odnoszą się merytorycznie do podniesionej kwestii, ale stanowią przypadkowy wysięk z jego głowy (no wiecie, przebity szlauch). Przykład pierwszy z brzegu: artykuł o tym, że grupa ochotników buduje na zimę budki dla kotów. Komentarz snuja: powinno się budować szpitale. Przykład drugi z brzegu: artykuł o tym, że pies uratował dziecko z pożaru. Komentarz snuja: Psy srają na chodnik. Wiecie, o co chodzi. Jeśli powiesz snujowi: halo, jesteś snujem, odpowie, że nie, że przecież mówi prawdę. Niewygodną prawdę, na którą świat zły i podły pozostaje zamknięty. Jeśli będziesz drążyć dalej, snuj poinformuje cię prawdopodobnie, że skoro nie rozumiesz, to on już nic więcej nie powie.

Ja to takim snujom, najogólniej rzecz biorąc, współczuję. Bo o ile człowiek normalny może sobie snuja poszczuć psem i przepędzić, snuj ma siebie dwadzieścia cztery na siedem oraz non stop kolor. I on, non stop kolor, te swoje wysięki generuje, on z nimi sypia i z nimi chodzi na spacer. On nosi ze sobą całe życie swoją głowę, tak jakby nosił, no nie wiem, niezmienioną podpaskę, kibel przyklejony do dupy butaprenem albo coś w ten deseń. On z tym, biedny żuczek musi żyć, aż umrze.

Czasami próbuję wyobrazić sobie, co taki snuj myśli i jak to się zaczęło. Zastanawiam się, czy umie inaczej i jak się zachowuje w łóżku. Myślę o tym, jaki był w dzieciństwie i kto mu ten pocałunek snujozy sprzedał. Pani w szkole? Mamusia i tatuś? Trudne żyćko w bloku? Jamnik sąsiadów? Co taki snuj czuje, kiedy psuje zabawę: chlupie mu w butach, czy może dopada go niemoc? Potwierdza swoją tezę o złu świata tego, czy żadnej tezy nie ma? Chce, żeby go z tej snujozy wyciągać, czy zostawić, aż się zamarynuje i sczeźnie? Chodzi o jakąś perwersyjną kokieterię, czy o nic w ogóle nie chodzi?

Temat fascynuje mnie tak bardzo, że mogłabym snujozę zawodowo badać, a potem się z niej doktoryzować. Na emeryturze to zrobię.

ikona: Photo credit: Chris Devers / Foter / CC BY-NC-ND