Emejzing

Latem częściej myślę o tych czasach, kiedy byłam mała, i o tych rzeczach, które są stracone. Kiedy jesteś małą dziewczynką, świat jest dla ciebie zachwycający w stopniu, którego nie osiągniesz nigdy więcej. Był w każdym razie zachwycający dla mnie, był smakowity, nienapoczęty i soczysty. Poziom emejzingu wszechrzeczy był tak oszałamiający, że aby dziś zbliżyć się do niego choćby o milimetr, musiałabym się naćpać.

Koń, który pasł się za płotem i który chrupał marchewki – emejzing. Mogłam wystawić rękę przez płot, koń dotykał jej delikatnymi, ciepłymi chrapami – emejzing. Spacer nad Wisłę (tak daleko, jak jeszcze nigdy nie byłaś, do piaskarni i z powrotem, tą samą trasą, którą teraz co niedziela pokonujesz z psem) – emejzing.

Widoczek z kwiatów, szkiełka i ziemi – emejzing.

Pan Samochodzik, Wakacje z duchami, Karolcia, Muminki, Dzieci z Bullerbyn, czytanie nocą, zakazany owoc – emejzing. Wycieczka do Otwocka – emejzing. Pizza na Francuskiej – emejzing. Oswoić kota tak, żeby wziąć go na ręce – emejzing. Każde wydarzenie, każdy dzień, każda zabawa, każda nowa rzecz, każdy sen, każda wizja przyszłości – emejzing.

P. mówi: przecież możesz to wszystko robić, możesz chodzić nad Wisłę, czytać nocą, możesz znaleźć jakiegoś konia i dotknąć jego pyska. Ale strasznie żal.