Blok

Nie wiem, co mi się takiego porobiło. Siedem czy osiem lat temu prowadziłam bloga (stary blog o tym samym tytule) i prowadziłam go w pełnym tego słowa znaczeniu. Siadałam codziennie, pisałam, i to pisanie wychodziło – lepiej lub gorzej, pod górkę czy z górki, rzeczywistości w poprzek i wbrew, czasem bokiem, ale wychodziło. Teraz blok, kamień w gardle, zaparcie mentalne, obstrukcja mózgu. O czym mam pisać? O sznurku znalezionym w kupie Kota Kazelota? O tym, że rosną mi włosy, a kreatywność spada? O nowych ciuchach, starych zegarkach, torbach, na które poluję dniem i nocą? O snach, w których mieszkam w pięknym mieszkaniu z widokiem na Wisłę jak z obrazów Canaletta? O tym, że nie czytam tyle, ile bym chciała, nie rysuję od chwili oddania rysunków dla Fraszki, nie maluję, bo wkurwia mnie mycie pędzli, nie chodzę do kina, a mój rozwój hamuje z piskiem przed potrzebą konsumpcji, po czym pomału zostaje wyparty przez tępą zawiść w stosunku do wszystkich, którzy rozumieją, co Gombrowicz miał na myśli?