11 września

Tak naprawdę, żeby cokolwiek napisać, powinnam wyłączać internet. Od wczoraj zabieram się do napisania dwóch zdań na temat „jak tam”, otwieram gazetę i rozpuszczam się w głupich, nic nie wnoszących newsach, które odwracają moją uwagę.

Zapdejtowałam jednakowoż bloga z rysunkami. Zajęło mi to wczoraj pół dnia, ale jest.

 [potem]

 Zastanawia się, na ile w osiągnięciu niebiańskiego spokoju pomogłaby mi medytacja. Czy to jest w ogóle dziedzina, w której byłabym w stanie się odnaleźć [co za strata czasu, mówi inna ja, ta, która biegnie w mojej głowie, je na stojąco i ma ochotę trąbić, jeśli samochód przed nią jedzie za wolno]. Czy gdybym chodziła na jogę, byłoby lepiej. Nie, mówi moja druga ja, ponieważ histeryczne podejście do życia leży w twoim charakterze, a tego nie zmieni pies z głową do dołu ani (tym bardziej) pies z głową do góry. Więc co, ja się pytam, więc co. Chciałabym wyzwolić się z siebie, choć może słowo wyzwolić się nie jest na miejscu, ma w sobie element walki i kojarzy mi się z gołębiem zaplątanym w druty telefoniczne, a ja nie chcę walczyć i nie jestem gołębiem. Chcę spokojnie, krok po kroku, osiągnąć stan nirwany, błogosławionego wywału, gdzie nic, absolutnie nic nie jest w stanie mnie dotknąć. Czasami wydaje mi się, że to mam, a potem, po kilku dniach harmonii znów jeżdżę za szybko, znów mówię bez sensu, znów wszystko jest połączone ze wszystkim, węzeł gordyjski i uporczywe zaparcia.

 Śniły mi się dziś straszne rzeczy. Śniło mi się, że P pojechał na wojnę. Dzwoniłam do niego, rozmawiałam z kimś, kto go na tę wojnę wysłał, mówiłam, że nie, że to niemożliwe, że to jakaś pomyłka, że to jest mój kotek, który o wojnie nie wie nic i ma wrócić do domu. Nikt mnie nie słuchał, a P twierdził, że tak musi być. Potem śniło mi się jeszcze, że P musi powtarzać od początku wszystkie lata swojej edukacji, od pierwszej klasy szkoły podstawowej włącznie. Chodził na lekcje do podstawówki, on, trzydziestoletni facet z czarną brodą, i nikt, tam w podstawówce, nie widział w tym nic niewłaściwego. Nie jestem pewna, który sen był gorszy.

 Dobra rzecz w rysowaniu jest taka, że jeśli nie masz siły, możesz poświęcać się mechanicznym czynnościom – możesz przygotować sobie papiery na później, możesz wypełniać czarnymi kreskami kontury rzeczy, możesz wykonywać to wszystko bezmyślnie. Tak się przynajmniej wydaje. W praktyce, kiedy robisz to w takim rozedrganiu jak dziś, nic z tego nie wychodzi, a wszystko na raz wydaje się dokumentną stratą czasu.

nowy-ptak